Paul Di’Anno
by adminPaul Di’anno, właściwie Paul Andrews (ur. 17 maja 1958), trzeci wokalista Iron Maiden, pierwszy, który znalazł się na płycie studyjnej.
Spis treści
|
Początki
Ciągłe przetasowania gitarzystów i perkusisty utrudniały podpisanie dobrego kontraktu i przebicie się dalej niż za Londyńską dzielnicę East-End. Muzycy byli jednak mocno zdeterminowani i aby “pchnąć jakoś ten wózek do przodu”, z własnych kieszeni sfinansowali pobyt w studio w Cambridge 30 grudnia 1978 (bo w sylwestrową noc było najtaniej), gdzie nagrali demo pt. “The Soundhouse Tapes”. To był dobry początek. Dzięki tej taśmie, Iron Maiden poznało świetnego menadżera Roda Smallwooda, który załatwił tej początkującej, ale obiecującej kapeli kontrakt z wytwórnią EMI na nagranie płyty.
Zespół w studiu
Rok 1980 upłynął pod znakiem koncertów promujących świeży studyjny album “[[Iron Maiden (album)|Iron Maiden]” oraz składankę “Metal For Muthas“. Zespół występował jako support zespołów Judas Priest oraz Kiss. Wokalista miał udział w tworzeniu niektórych utworów z tych płyt, np. Running Free i Remember Tomorrow. Na trasie World Killer Tour, promującej Killers, zaczął jednak dawać się we znaki rozrywkowy tryb życia Paula (nadużywanie alkoholu i narkotyków), co miało tragiczne wręcz odbicie na jakości jego śpiewania. Musiano też odwołać wiele koncertów i jeszcze przed powrotem z trasy Harris, wspólnie z managerem zespołu Rodem Smallwoodem podjęli decyzję o wyrzuceniu Di’Anno z zespołu (październik 1981). Zastąpił go wokalista zespołu Samson, Bruce Dickinson.
Okres po odejściu z Iron Maiden
Lata 1982-84 to chyba najgorszy okres w karierze naszego bohatera. Paul nie potrafił znaleźć sobie miejsca jako były członek zespołu, który właśnie z nowym wokalistą osiągał największe sukcesy. Wprawdzie próbował zorganizować swój czas, grając z grupą przyjaciół koncerty pod szyldem Lonewolf, jednak ta kapela nie zdołała zainteresować swoją muzyką żadnej wytworni i nie wydając płyty zespół rozpadł się. Paul popadł w poważne tarapaty finansowe.
Namówiony przez “znajomych” - pierwszy głos IM sprzedał swoje wszystkie majątkowe prawa do utworów napisanych dla Iron Maiden nowo powstałemu “Sanctuary Managment“. Dzięki tej sprzedaży Di’anno uzyskał sporą kwotę pieniędzy, którą przeznaczył na inwestycje w kokainę oraz w swój nowy projekt “Dianno“. Po zebraniu kilku muzyków, wynajęciu studia i podpisaniu kontraktu z “Heavy Metal Records” w 1984 r. oczom muzycznego świata ukazał się winyl zatytułowany po prostu “Di’anno”. Na albumie znajdziemy 10 melodyjnych kompozycji, odbiegających nie tylko od dokonań Iron Maiden ale i w ogóle od nurtu NWOBHM. Gdyby porównywać te kompozycje z którymś ze znanych zespołów, to na myśl przychodzą: Bon Jovi, Whitesnake czy późne Def Leppard. Album pomimo względnie dużej promocji - wydania 2 singli i kasety VHS - nie spotkał się jednak z zainteresowaniem fanów i krytyków muzycznych. Stara gwardia wychowana na Iron Maiden oraz Killers odrzuciła nowe brzmienie, a nowi fani hard’n'heavy woleli jednak Def Leppard czy Bon Jovi. Paul dał w Europie kilkanaście koncertów promujących swój krążek i potem znowu wszystko ucichło. Tylko jedno państwo doceniło to wydawnictwo - Japonia. W kraju kwitnącej wiśni zmieniono jednak okładkę oraz tytuł płyty i tym razem bez dorzucenia bonusów album wydano ponownie.
Kolejny projekt Di’anno powstał za namową Jonathana Kinga i miał stanowić tzw. super-grupę mającą na celu nagrania rock-opery. Z dużej chmury spadł jednak mały deszcz i zamiast wielkiego projektu powstał niewypał. Założenia były świetne! Śpiew Paul Di’anno, bębny - sam Clive Burr a na gitarze bezrobotny wówczas, przyszły członek Maiden - Janick Gers. Jakby na to nie patrzeć to przecież prawie skład Iron Maiden! Prawie - bo brakowało tu geniuszu Steve’a Harrisa. Wiele z tego nie wyszło, a zamiast płyty nagrano tylko EP’ke. Gogmagog - bo tak się nazwali - nie osiągnął nic za wyjątkiem okrutnych recenzji w prasie. Zespół zjechano całkowicie, płytę nazwano “niesłychanym kiczem” a cały projekt zakończył żywot szybciej nim go zaczął. Z perspektywy czasu uważam jednak, iż opinie krytyków były bardzo krzywdzące, bo choć rzeczywiście “ósmego cudu świata” nie było, to muzyka na tej EP’ce ma swój specyficzny klimat, a całość nadaje się do słuchania. Wszystkie 3 kompozycje dobrze wpadają w ucho a refreny jeszcze długo chodzą po głowie.
Paul Di’Anno’s Battlezone
1986 r. to rok dużych zmian, gdyż Paul skompletował nową ekipę muzyków, podpisał nowy kontrakt i rozpoczął swój nowy solowy projekt “Paul Di’Anno’s Battlezone“. Muzyka na płycie pt. “Fighting Back” to typowy metal lat ‘80. Dziennikarze muzyczni pytali: Dlaczego taka nagła zmiana? Di’anno odpowiadał: “mój pierwszy album to było poszukiwanie własnego stylu, nie byłem pewien, czego chcę i jak chcę to robić.” Niestety “Battlezone” także nie było tym, czego oczekiwali fani. Płyta sprzedawała się kiepsko a koncerty nie przyciągały tłumów. Ludzie chcieli słuchać numerów z dorobku Iron Maiden a tego na koncertach “Battlezone’a” nie było, bo Paul nie chciał zarabiać na utraconej sławie.
Po Fighting Back przyszła pora na kolejny album pt. “Children Of Madness” wydany w 1987 r. W moim odczuciu ta płyta rządzi: spójne kompozycje, świetne przebojowe numery, dobra produkcja (na Fighting Back dobrej produkcji trochę brakowało). Krótko mówiąc - heavy metal bez żadnych kompromisów. Tradycyjnie przyszła kolej na koncerty i… znowu to samo. Przeciętne recenzje w prasie muzycznej, niewielka promocja i ponownie występy jedynie w niewielkich klubach. Muzycy Di’anno nie czuli się do końca usatysfakcjonowani z tego co robią w “Battlezone”, a kilku z nich założyło rodziny i po prostu nie mieli już czasu na wspólne granie. Kontrakt wiążący Paul’a z wytwórnią płytową wymógł na nim jeszcze wydanie składanki “Warchild- The Best Of Battlezone” , na której znajdziemy 2 nowe utwory plus najlepsze numery z Fighting Back oraz Children Of Madness . Chwilę później “Paul Di’anno’s Battlezone” przestało istnieć.
Czy kolejne 2 lata to lata stracone? Di’anno idąc za przykładem byłych kolegów z zespołu także postanowił się… ustatkować. Teraz zamiast płodzić nowe utwory zaczął płodzić dzieci, oczywiście każde z inną kobietą. Co chwile inna żona, nowa kochanka. Żaden związek nie trwał dłużej niż kilka miesięcy, a Paul będąc w amoku alkoholowym i narkotykowym bił swoje dziewczyny oraz narzeczone kończąc w taki oto sposób swoje wszelkie miłosne podboje. Takie “amory” trwały aż do roku 1989, kiedy na horyzoncie pojawił się znajomy z lat szczenięcych pan Lea Hart, będący jednocześnie gitarzysta i wokalista w jednej osobie. Stary/nowy przyjaciel z miejsca zyskał sobie na tyle zaufanie Paula, iż ten uczynił go swoim menadżerem. To dzięki niemu wiele osób dowiedziało się, iż Paul Di’anno ciągle żyje, śpiewa, a nawet nagrywa płyty. Jednak patrząc na to z innej perspektywy, Lea Hart skomercjalizował wizerunek Dianno i wymógł na nim aby ten powrócił do śpiewania starych standardów Iron Maiden. Przede wszystkim Hart ze względu na swoją pazerność, spieprzył prawie wszystkie kontrakty płytowe, co w przyszłości zaowocowało wydawaniem nieskończonej ilości składanek (ponad 30!!!).
Wróćmy jednak do zimy roku 1989. W latach ‘90 skończyła się koniunktura na metal i nastały trudne czasy dla muzyków oraz fanów. Lea Hart wpadł wówczas na interesujący pomysł uczczenia rocznicy nurtu NWOBHM! Podczas pogadanki z muzykami Praying Mantis (chyba znacie tę kapelę?) i jego nowym członkiem Dennisem Strattonem (ex Iron Maiden) rzucono pomysł aby udokumentować tak ważne wydarzenie. Na próbę, Paul wystąpił gościnnie na koncercie Mantis w Tokio, wykonując kilka utworów z pierwszych dwóch płyt Iron Maiden.
NWOBHM All Stars
Paul Di’Anno obecnie
Po całkiem udanym występie Lea Hart zwęszył jeszcze większy interes (w Japonii muzycy z nurtu NWOBHM są traktowani jak gwiazdy formatu Iron Maiden czy Saxon i bez problemu zapełniają duże sale) i postanowił wcielić w życie projekt, który od dłuższego czasu chodził mu po głowie. Tak powstała grupa gwiazd NWOBHM zwana NWOBHM All Stars. Swym nowym pomysłem Lea zaraził oczywiście Di’anno, Strattona, Doughie White oraz jeszcze kilku innym mniej i bardziej znanych muzyków, po czym wynajął studio, gdzie rozpoczęło się nagrywanie. Na przełomie lat 1989-1990 wszyscy wyżej wymienieni dostali do “zagrania i zaśpiewania” kilka rockowych przebojów np. “Living In America” czy “Play That Funky Music” oraz dostali możliwość stworzenia czegoś własnego. Podczas tej sesji, nazwanej “True Brits Session”, zarejestrowano ponad 60 utworów, z czego kilka z nich w różnych kombinacjach. Na przykład “I’ve Had Enough” nagrano z wokalem Di’anno oraz inną wersję ze śpiewem Dennisa Strattona. W ten sposób, z kilkudziesięciu utworów powstało ponad 80 kawałków przy czym większość tych kompozycji była nagrana dosłownie “na kolanie”, czy też sposób, w jakim nagrywa się najzwyklejsze dema. Muzycy “zrobili swoje” i licząc na muzyczny zmysł Harta zostawili mu swoje wypociny w celu dalszych obróbek, wybrania najlepszych piosenek a w przyszłości wydania ich na płycie. Jeszcze w czasie trwania sesji grupa gwiazd wystąpiła na kilkunastu koncertach często “wzbogacona” o bębniarza Clive’a Burr’a (ex Iron Maiden). Występy odbywały się głównie w Japonii, choć całkiem przypadkiem ta wędrowna trupa zawitała i do naszego kraju! Występ miał miejsce podczas festiwalu w… Sopocie w 1990r. Zdarzenie to było całkowicie pominięte w mediach i nie zdziwię się, jeśli większość czytelników o tym nie słyszało.
Koncerty grupy NWOBHM All Stars zarejestrowano i wydano na dwóch płytach. Pierwsza to zapis występu Praying Mantis w Tokio, kiedy to gościnnie zaśpiewał tam Paul Di’anno. Na krążku znajdziemy kompozycje z solowego projektu Dennis’a Stratton’a “Lionheart”, utwory z płyt Praying Mantis oraz na bis kilka standardów Iron Maiden (m.in. Murders In The Rue Morgue, Iron Maiden czy Running Free), które wypadły bardzo blado. Druga koncertówka pt. “Live At Last” to już własne numery All Stars zarejestrowane podczas kilkunastu występów w Japonii.
Po zakończeniu przygody z grupą gwiazd Stratton wrócił do pracy z Praying Mantis a Di’anno zebrał nową brygadę i rozpoczął kolejny solowy projekt pt. “Killers”. W 1992 r. po wydaniu płyty pt. “Murder One”, Paul wraz z Killersami rozpoczął jej promowanie. Tym razem na koncertach oprócz wykonywania numerów z tej płyty, w setlistę wplecionych zostało kilka kawałków Maiden: Remember Tomorrow, Phantom Of The Opera i Wrathchild. Prawdopodobnie dzięki temu zabiegowi, zaleconemu przez Lea Hart’a, album “Murder One” oraz promująca go trasa odniosła względny sukces komercyjny.
Paul Di’Anno gra do dziś, odwiedził kilka razy m.in. Polskę.
